środa, 8 maja 2013

Dziwnie, wolno, ale do końca :)

Pierwsze bieganie po złamaniu nogi

Jak się biega miesiąc po ściągnięciu gipsu, kiedy nawet proste chodzenie sprawia jeszcze kłopoty? Co najmniej dziwnie, ale od początku.
Wczoraj, tuż po zmroku po raz pierwszy od jesieni założyłem dres i wyszedłem przed blok. Ładne niebo, lekko jeszcze rozświetlone słońcem, które zdążyło już się schować odsłaniając pierwsze gwiazdy. Parę głębokich wdechów, ciepłego wiosennego powietrza i startujemy. Wcisnąłem play w aplikacji endomondo i ruszyłem. Początek dystansu poświęciłem na wyczucie nogi -  byłem przygotowany do natychmiastowego przerwania biegu, gdybym tylko poczuł jakiś niepokojący bój w okolicy złamania. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Jedynie ciągły tępy ucisk wciąż spuchniętej kostki. Po około pół kilometra, kiedy zaczęły się problemy ze złapaniem oddechu wiedziałem, że rekordu to ja raczej nie wykręcę. Przebiegłem 2,5 km w niespełna 20 minut. Na trasie wlokąc się z prędkością 7,5 km/h mijałem sporo biegaczy.
Podczas biegu odnosiłem dziwne wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą myślą "człowieku, z taką prędkością to pielgrzymki chodzą". Oczywiście to tylko moja dziwna wyobraźnia podsycana frustracją z powodu braku możliwości rywalizacji z innymi.
Największy kryzys emocjonalny przeżyłem w momencie, gdy pod koniec trasy wyprzedziły mnie... trzy starsze Panie uprawiające Nordic Walking. :-D
Bójcie się chodziarki, jutro postaram się wykręcić średnią 8 km/h!

Podsumowując - pierwszy trening był dość dziwnym uczuciem. Do domu wróciłem z silnym bólem kostki, satysfakcją i ogromem optymizmu na przyszłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz