piątek, 5 kwietnia 2013

Gips, gips, gips i po gipsie

 Dziś zdjąłem gips ze złamanej nogi. Mówiąc "zdjąłem" mam namyśli w sensie dosłownym samodzielne rozmontowanie tego gówna, które towarzyszyło mi przez ostatnie 6 tygodni. Tak się złożyło, że ortopeda chwilowo nie miał czasu więc poprosiłem, aby wpuścił mnie do gipsowni, a ja już sobie sam poradzę. Jako pracownik służby zdrowia otrzymałem od doktora kredyt zaufania którego nie zaprzepaściłem - wszystkie palce nadal mam na miejscu. Tylko biedna pielęgniarka, która niespodziewanie weszła do pomieszczenia troszkę się zestresowała widząc pacjenta, który sam sobie gips pruje.
Yeah! Nie ma już gipsu! Tzn miałem poruszać się jeszcze w łupce, ale wywaliłem ją zaraz po powrocie do domu.
Jedyne co trochę martwi to reakcja ortopedy na pytanie, czy niedługo będę mógł wrócić do biegania. Taki prawie facepalm
Ale kto by słuchał lekarza... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz