wtorek, 23 lipca 2013

Biegusiem - udany przepis na grupę biegową

Nie dawno starszy kolega - nazwijmy go Marian, opowiedział mi pewną historię związaną z bieganiem.
Były to lata 80-te ubiegłego wieku. Marian postanowił zacząć biegać. Rzecz działa się w niewielkim miasteczku w województwie lubelskim, gdzie wiosennymi chłodnymi wieczorami pokonywał trasy, zazwyczaj w czapce na głowie, lub bluzie z kapturem. Nie minęło kilka dni, a lotem błyskawicy okolicę okrążyła wieść o zboczeńcu grasującym po zachodzie słońca, który "dysząc pod nosem baby gania". Jakaż ulga zapanowała w sercach niewiast, gdy okazało się, że to Marian sobie biega. Życie w miasteczku powoli wracało do normy. Nieliczne tylko mniej ufne jednostki żeńskie wciąż z podejrzeniem spoglądały na biednego Mariana.
Takie to była czasy, że bieganie bez wyraźnego celu wywoływało (nie tylko wśród starszych osób) powszechny brak zrozumienia.

Na szczęście dziś już taki widok nikogo nie dziwi. Biegi stają się z roku na rok coraz popularniejsze. Ludzi pragnących zadbać o swoją formę jest coraz więcej. Nie dziwi więc fakt, że osoby te coraz częściej tworzą grupy - wszakże człowiek istotą stadną jest.

Jakiś czas temu pisałem o biegu "Run for Ryki". Dziś jeszcze raz, z trochę innej strony o Rykach. Gdy pojechałem do tego liczącego około 10 tysięcy mieszkańców miasta, ku mojemu zdumieniu ujrzałem wiele osób zrzeszonych w lokalnej grupie biegowej "Biegusiem". Osoby te wyróżniały się na tle innych uczestników Zawodów strojami z charakterystycznym logo i nazwą grupy. Bieg zakończył się, a ja wróciłem do domu z pytaniem w głowie: na czym polega fenomen Biegusia? W oczekiwaniu na zdjęcia z "Run for Ryki" dołączyłem do facebook'owego fan page grupy oraz stałem się jej częstym gościem na stronie WWW.  Kilka wniosków udało mi się wyciągnąć.
Zgodnie z ideą Social Network grupa stawia duży nacisk na komunikację (taki trochę typ korporacyjny) , ale przy jednoczesnym zachowaniu indywidualności. Bardzo mi się spodobało to, że każdy członek zespołu jest pokrótce opisany w dziale "Ludzie", a koszulki z logo z pewnością zwiększają poczucie przynależności. Co jakiś czas na fan page oraz stronie internetowej pojawia się wzmianka o startach Biegusiów nawet w najbardziej odległych rejonach Polski. W podobnym stylu witani są nowi członkowie ekipy.
Podsumowując - dobrze funkcjonujący PR w połączeniu z dobrą (tak przypuszczam na podstawie obserwacji podczas Run for Ryki) atmosferą wewnątrz grupy oraz charyzmą osób, które spajają to wszystko w jedną całość może dać (i daje) zdumiewające efekty. Biegusie z całą pewnością mogą posłużyć za wzór do naśladowania dla innych teamów oraz są żywym dowodem na to, że nawet w niewielkim mieście można stworzyć silną grupę. Toteż z radością patrzę na ekipę z mojego rodzinnego Lubartowa. Mimo iż istnieje dopiero od zeszłego roku już ma na swoim koncie zorganizowane dwie duże imprezy.

3 komentarze:

  1. Jakub pozwoliłem sobie podlinkować :) Fajny tekst dający do myślenia. A jak to jest naprawdę? Jest nas ponad pół setki i pewnie będzie pół setki różnych zdań. http://www.biegusiem.pl/?p=5749

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie wszystko zaczyna się od zaraźliwego entuzjazmu paru osób. Ale co dalej? Dlaczego jednym się udaje, a innym nie? To pewnie mogłoby stanowić temat nie jednej pracy naukowej

    OdpowiedzUsuń
  3. tak naprawdę grupę tworzymy my ludzie... to jak małżeństwo... jeżeli jest przyjazna i życzliwa atmosfera to się wiążemy i jesteśmy razem jak Biegusie... jeżeli jest brak "chemii" to bierzemy rozwód.

    OdpowiedzUsuń