czwartek, 25 lipca 2013

Ból piszczela podczas biegania

Towarzyszył mi praktycznie od momentu w którym mój bieg przestał być zwykłym parokilometrowym truchtem i zyskał na intensywności. Zaczynał się od delikatnego dyskomfortu powyżej kostki, by po paru kilometrach przejść w silny promieniujący ból wzdłuż przedniej części podudzia- od stopy do mniej więcej połowy długości goleni, a po momencie kulminacyjnym powoli zanikać. Były chwile kiedy miałem ochotę z tego powodu przerwać bieg i tylko wewnętrzny upór sprawiał, że zaciskałem zęby i biegłem dalej.
Problem z bólem w przednio-dolnej części podudzia jest dość dobrze opisany w internecie. Praktycznie wszystkie serwisy podają jeden powód takiego stanu rzeczy:
Otóż im więcej biegamy, tym bardziej wzmacniamy mięśnie nóg. Jednak nie wszystkie mięśnie wzmacniają się w identycznym tempie. Ból mięśnia piszczelowego przedniego (tak nazywa się winowajca) wynika zazwyczaj z tego, że jest on zbyt słaby w stosunku do mięśni z tzw "grupy tylnej". Rozwiązanie? Oczywiście ćwiczenia.
Tyle teorii. Dodałem więc do treningów siłowych proste ćwiczenie polegające na zadzieraniu stóp do góry podczas stania przy ścianie. Efekt? Praktycznie żaden. Mimo, iż mięsień wzmocnił i powiększył się (widać to wyraźnie) ból nie ustąpił, no... może troszkę osłabł. Kolejne diagnozy jakie udało mi się znaleźć niekiedy ocierały się o granice absurdu: od braku odpowiedniej rozgrzewki (wykluczyłem po konsultacji ze znajomym fizjoterapeutą), przez rozwarstwienie włókien mięśniowych, a nawet mikrozłamania kości piszczelowej.
Oświecenie przyszło nagle i z najmniej spodziewanej strony. Przy którymś artykule na temat w/w przypadłości natknąłem się na komentarz użytkownika, który znalazł rozwiązanie problemu bólu piszczela.
Przetestowałem jego sugestię i okazała się strzałem w "10". Co to takiego? Niektórzy pewnie nie uwierzą, inni się zaśmieją z prostoty rozwiązania. Sprawcą, a w zasadzie sprawcami (przynajmniej w moim przypadku) okazały się zbyt mocno zasznurowane buty! Gdy biegałem w poprzednich latach nie miałem tego problemu. Najwyraźniej buty zacząłem mocniej wiązać po złamaniu nogi. Mocno ściśnięta materiałem stopa zapewne dawała mi jakieś podświadome poczucie bezpieczeństwa. Wśród masy dziwnych niekiedy diagnoz, sterty ćwiczeń siłowych i rozciągających prawie nikt nie wpadł na pomysł poluzowania sznurowań swojego obuwia!  Zastanawia mnie jak wielu początkujących biegaczy przerwało swoją przygodę ze sportem z powodu zbyt mocno zawiązanych butów.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Ależ nie ma za co. Cieszę się, jeżeli mogłem pomóc.

      Usuń
  2. Jak najwięcej takich artykułów w sieci!

    OdpowiedzUsuń
  3. O proszę. Ciekawy wpis. Fajnie, że na niego trafiłem. Jak widać, czasami nie ma co za mocno wiązać butów.

    OdpowiedzUsuń