poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Coś dla ciała i dla ducha

Dwie godziny biegania.


Upalny tydzień dobiegł już końca. Kilka ostatnich treningów zrobiłem wstając jeszcze przed słońcem - około 4:00. Inaczej się nie dało. Okropny upał utrudniał podstawowe funkcje życiowe o bieganiu nie wspominając. Niedziela co prawda zapowiadała się chłodniejsza, jednak trochę z przyzwyczajenia, a przede wszystkim ze względu na popołudniowe plany (o tym w drugiej części) postanowiłem pośmigać o świcie raz jeszcze.

Zgodnie z planem treningowym tego dnia miałem po raz pierwszy wykonać aż dwie godziny nieprzerywalnego biegu w zakresie tlenowym. Aby troszkę utrudnić sobie zadanie wybrałem dość pagórkowatą trasę ulicami Lublina. Zaserwowałem sobie danie składające się z trzech dużych podbiegów:
  1. Sikorskiego w kierunku do Ronda Krwiodawców
  2. Podzamcze/Unicka w kierunku do Obywatelskiej
  3. Dębina w kierunku do Poligonowej
Zacząłem bardzo delikatnie - kilka pierwszych kilometrów (w tym podbieg nr 1) wykonałem z prędkością około 8,5 km/h. Po wypłaszczeniu się terenu lekko przyśpieszyłem i po godzinie biegu moja średnia prędkość wynosiła 9,1 km/h. Ponieważ poczułem dość duży zapas energii chwilę później (tzn po pokonaniu drugiego wzniesienia) zwiększyłem tempo do 10 km/h. Z tą prędkością biegłem już do samego końca nie zwalniając nawet na trzecim dość długim podbiegu, by po upływie kolejnej godziny zakończyć trening z łącznym dystansem 18,83 km.

Dwugodzinny bieg mimo, że był jedynie jedną z wielu cegiełek w moim planie treningowym złamał pewną barierę psychologiczną. Był dla mnie tym, czym były pierwsze kulawe truchty po złamaniu nogi, pierwsze 10 km przebiegnięte w czasie poniżej godziny, czy pierwsze ukończone zawody. Utwierdził mnie w przekonaniu, że zbliżający się półmaraton jest jak najbardziej do zrobienia. Teraz już nie zadaję sobie pytania "CZY", ale "W JAKIM CZASIE" go przebiegnę. Ponadto gdzieś tam bardzo daleko na horyzoncie zaczyna pojawiać się pierwszy nieśmiało blady jeszcze promyk realnej szansy na pokonanie maratonu.

Aktywny odpoczynek po bieganiu


Jeśli ktoś myśli, że po niemal 19 przebiegniętych kilometrach przez resztę dnia leżałem ledwo żywy na kanapie to jest w wielkim błędzie. Szybki prysznic, śniadanie i zaczynamy akcję o kryptonimie CARNAVAL SZTUK-MISTRZÓW. Każdego lata do Lublina ściągają artyści uliczni, akrobaci, iluzjoniści i najlepsze grupy cyrkowe z całego świata. Liczne przedstawienia, spektakle interaktywne oraz zaskakujące event'y rozlokowane wzdłuż starego miasta i deptaka na kilka dni zamieniają Lublin w jeden wielki namiot cyrkowy. Nie spodziewałem się, że spędzę na CARNAVAL'e prawie 10 godzin, że momentami będę rżał ze śmiechu, by za chwilę przecierać oczy ze zdumienia.
Kilka (moim zdaniem) najciekawszych postaci.
Pan Ząbek (na zdj.) - półfinalista programu Mam Talent. Iluzjonista, kabareciarz i show man.
Shiva Grings - rewelacyjny performer, który sztukę improwizacji opanował do perfekcji. Wciąga do swych występów publiczność prowokując i rozbawiając do łez.
Highlinerzy - spacer po taśmie zawieszonej kilkanaście metrów nad ziemią? Dla nich to codzienność.
Murmuyo i Metrayeta - para klaunów bez ograniczeń. Specjalność: terroryzowanie kierowców przypadkowo przejeżdżających samochodów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz