niedziela, 15 września 2013

30 km - udana próba generalna przed maratonem.

Trening biegowy na długim dystansie


Jeżeli blogerzy masowo opisują swoje 30-kilometrowe treningi jest to znak, że niechybnie zbliża się Maraton Warszawski. Niby zgodnie z moim planem treningowym powinienem przebiec 28 km, ale... oj tam, oj tam!
Do biegu podszedłem z lekkimi obawami - poprzedni długodystansowy trening zakończył się zgodnie z planem, ale w dużych bólach po 25 km. A tu jeszcze pięć trzeba dorzucić...
No ale, jak się chce zrobić maraton to nie ma co wybrzydzać!

Zacząłem więc około 9 rano. Plan trasy opracowałem dzień wcześniej: Racławickie - Lipowa - Piłsudskiego - wzdłuż Bystrzycy do Zalewu Zemborzyckiego - dookoła Zalewu - Nałkowskich - Diamentowa - Krochmalna - Lubelskiego Lipca 80' - Zamojska - Bernardyńska - Plac Litewski

Przebieg treningu.

Pierwszych kilka kilometrów biegłem spokojnie, w okolicach 8,5 km/h. Stopniowo zacząłem przyspieszać biegnąć drogą wzdłuż Bystrzycy. O tej porze roku jest to dość ładne, spokojne miejsce. Aż sam się sobie dziwię, że nigdy wcześniej nie trenowałem w tamtej okolicy. Miejscami co prawda jebie jak z zakładu przetwórstwa śledzi zamkniętego przez SANEPID, ale jak się oddycha przez usta to prawie nie czuć.
Kiedy dotarłem do Zalewu słońce zaczęło już dość mocno przypiekać, a ja niestety nie zabrałem ze sobą wody. Biegłem kilka kilometrów drogą przy Zalewie rozglądając się w poszukiwaniu jakiegoś sklepu.

Będąc na 12 kilometrze dostrzegłem wyłaniający się zza dachów domów Kościół. Pomyślałem, że tam gdzie jest Kościół powinien być też jakiś sklepik. Skręciłem z trasy w kierunku zabudowań dobiegam do drogi i widzę restaurację, oddział banku, sklep, pocztę, a nawet zakład fryzjerski. Zgniłe macki kapitalizmu nawet tutaj już dotarły. Po uzupełnieniu płynów i zabraniu na drogę jednej Cisowianki 0,5 L z domieszką dwóch kapsułek ISOSTAR'a ruszyłem dalej.

Od 14 kilometra bieganie szło mi coraz lepiej. Nie wiem czy był to wpływ wody, czy dającego schronienie przed słońcem terenu leśnego, ale kolejne kilometry zacząłem pokonywać szybciej. Po 20 km endomondo pokazywał średnią 9 km/h! Mając świadomość, że to dopiero 2/3 z wyznaczonego na ten dzień celu starałem się wyhamowywać nogi przed zbliżającym się kryzysem. A ten pojawił się na 25 km. Około 2 kilometry przebiegłem z dużym bólem nóg. Bieganie stawało się coraz cięższe. Zmniejszyłem tempo i po przebiegnięciu kolejnych 2 km ból niemal minął.
Wydaje mi się, że przełamałem swoją pierwszą ścianę i to do tego stopnia, że znów wykręcałem bardzo dobre czasy - nawet do 10 km/h. Kilometr nr 30 pojawił się... bardzo nagle. Zdarzało mi się podczas ciężkich treningów, że ostatni odcinek biegłem już ze zwieszonym jęzorem wpatrując się w monitor telefonu i czekając na koniec. Tu nic takiego nie było. Gdyby nie sygnał oznajmujący koniec dystansu mógłbym biec jeszcze długo. No ale tą przyjemność zostawiam sobie na Maraton Warszawski.


Planowałem przebiec dzisiejszy dystans z prędkością 8,4 km/h . Jest to prędkość, która na mecie maratonu zagwarantuje mi czas 5 godzin. Niespodziewanie udało się zrobić 30 kilometrów ze średnią 9,05 km/h. Gdyby udało się utrzymać takie tempo przez całe 42 kilometry uzyskałbym czas około 4:40. To chyba jednak mało realne.

Teraz przede mną tygodniowy relaks w Turcji.

Do maratonu pozostały 2 tygodnie.

3 komentarze:

  1. ładnie! będzie jakiś trening na wczasach?

    OdpowiedzUsuń
  2. Planuje zrobić w ciągu tego tygodnia ze dwie tempówki. Dużo czasu to nie zajmie, a formę powinno podtrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne wybieganie. Ja z 30 zagalopowałem się ostatnio na wybieganiu w 38km trochę za ostro. 4 dni i zregenerowałem się.
    Napoleone (http://biegamwstudziance.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń