sobota, 26 października 2013

Poobijałem się trochę.


Przerwa w treningach.

Oj, minęło parę tygodni od mojego ostatniego treningu. Potruchtałem trochę po pamiętnej chorobie, która uniemożliwiła mi bieg w Maratonie Warszawskim. No a potem się zaczęło...
Wieczór (a właściwie weekend) kawalerski, wesele, chrzciny, drugie wesele... uff. Strasznie imprezowy był ten październik.
Dziś wreszcie wskoczyłem w dresik i poleciałem dyszkę. Byłem ciekawy jak wygląda moja forma po długiej w sumie przerwie i kilku mocno procentowych imprezach, tak więc biegłem praktycznie na full.
Ładny słoneczny dzień, ciekawa mieszana trasa (trochę ulic, trochę polnych ścieżek) i po raz pierwszy od bardzo dawna muzyka na uszach. Warunki najlepsze z możliwych i dystans 10 km zaliczony w czasie 55:40, czyli niemal tak samo jak w biegu Run for Ryki w lipcu.

Spompowałem się konkretnie, ale parę wniosków jest.
- Cieszy fakt, że forma nie uleciała przez ostatni miesiąc.
- Odpowiednia muzyka do biegania potrafi pomóc utrzymać tempo (o tym kiedy indziej).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz