środa, 2 października 2013

Powrót do świata żywych. Znów biegamy

We wtorek wreszcie wyzdrowiałem. O dwa dni za późno, ale zawsze. Stracony maraton jeszcze długo będzie odbijał mi się czkawką, ale czasu nie cofnę. Odcinam Warszawski grubą kreską.

Czas na pierwszy po chorobie trening. Założenie: 11 kilometrów w niedużym tempie. Miało być bez spinania się, a od samego początku zacząłem ostro. Przebiegłem zaplanowany dystans w tempie 5:45. Potrzebowałem się sprawdzić, upewnić że forma budowana przez ostatnie miesiące nie uciekła. Na pewno w ciągu kilku najbliższych dni zrobię jeszcze kilka treningów o zróżnicowanej intensywności, usiądę, przeanalizuję i pomyślę co dalej.

Bieganie bez żadnego celu jakoś mnie nie kręci...

1 komentarz:

  1. Dobrze będzie bo bieganie bez celu mnie też nie kręci. Ja przed maratonem na kilkanaście dni też przechorowałem ale ostatniego tygodnia nie biegałem w ogóle i jakoś się wykurowałem.

    OdpowiedzUsuń