piątek, 22 listopada 2013

O czym myśli biegacz [NOT CENSORED 18+]

Dziś na blogu esencja przemyśleń


Pewna koleżanka zapytała mnie o czym człowiek myśli biegnąc non stop przez 2 godziny. Przecież można zanudzić się samym sobą. Na tamten moment nie potrafiłem odpowiedzieć, bo w zasadzie nigdy dotąd jakoś specjalnie nie wsłuchiwałem się w swoje przemyślenia.
No to trochę się wsłuchałem...
Tak oto na blogu powstała głęboka analiza mojego biegowego życia wewnętrznego w formie kompilacji paru treningów. Od razu uprzedzam, nie są to elokwentne opisy przyrody, poparte piękna polszczyzną.

1-2 kilometr:
 
"Hmm, dość ciężko mi się dzisiaj biegnie. Może za mocno zacząłem? Cholera znowu zabraknie mi pary na ostatnie kilometry. Gównianie to potem wygląda na wykresie w endomondo. Trochę zimno. Mogłem założyć drugą koszulkę. W sumie pewnie zaraz się rozgrzeję."


3-5 kilometr:

"No i to lubię. Tempo się ustabilizowało, ciało rozgrzane, można zapieprzać."

Z naprzeciwka idzie facet z psem na smyczy. Koleś przy samym krawężniku, pies przy drugim brzegu chodnika. Z napiętą na maxa smyczą zajmują całą szerokość chodnika.

"Kurwa, tym idiotom powinni instrukcje obsługi do smyczy dodawać. Coraz częściej mam wrażenie, że to psy wyprowadzają na spacer swoich właścicieli imbecyli. Biegnę prosto. Może koleś się domyśli żeby trochę miejsca na chodniku zrobić... No, tym razem się udało. 
I tak po pary razy na każdym treningu. Czy ja tych ludzi przyciągam?"

Dwie ulice dalej kolejna przeszkoda - trzy kobiety z wózkami zatarasowały chodnik.

"No zajebiście. Niecałe 200 metrów stąd jest plac zabaw, ale nieeee! Lepiej rozjebać się na cały chodnik przy ruchliwej ulicy i przekrzykiwać czyje dziecko się dziś rano zesrało, a czyje puściło pawia. No i w jakim kolorze.
Jak je ominąć? Na ulicę przecież nie wbiegnę. Chuj, lecę trawnikiem. Może przy odrobinie szczęścia nie wdepnę w psie gówno.
Co mnie jeszcze dziś spotka zanim wybiegnę z miasta?"


Mijam przystanek MPK na którym wysiada kilka osób - wśród nich dwóch uczniów gimnazjum chyba. Z paczką chipsów w ręku.

"Czy oni nie widzą jak obleśnie wyglądają z tymi chipsami... Co chwile któryś z nich oblizuje te brudne paluchy... Spasione gimbusy... Za parę lat nie będą mieli siły żeby na pierwsze piętro wtoczyć swoje wielkie dupy. Kurwa, gdzie są rodzice?"


6-8 kilometr:

"No i wreszcie trochę natury. Jednak bieganie po polach to zupełnie inna jakość. Uważaj Kuba na dziury! Do dupy byłoby tu sobie nogę skręcić. Zadzwonił bym po pogotowie i co, nawet nie umiał bym powiedzieć gdzie ja właściwie jestem. 
Świeże powietrze i cisza... 
O! Ktoś grodzi działkę. Budować dom na takim zadupiu? Przecież w zimie w życiu nikt im tu nie odśnieży drogi. Do najbliższego sąsiada pół kilometra, do sklepu 3 km. 
W sumie, co kto lubi...
Ciekawe czy K..(kolega)... wybrał już projekt pod swój dom. Trzeba będzie zadzwonić, umówić się na piwko. Eeeeee, za dwa tygodnie Reprezentacja gra mecz, będzie okazja. Pewnie przejebią jak zwykle, ale jednak okazja."


9-10 kilometr:

"Co dziś wieczorem w TV? Pewnie jak zwykle jakieś gówno. Na TVN jakiś pojebany serial, na TV4 badziew z Seagal'em. Kurwa, nie mogę już patrzeć jak ten kloc ratuje USA z kolejnej opresji. W Polsacie miał być X-man... ale to chyba jutro... i chyba znowu druga część. Na TVP nie patrzyłem, boję się. Po co mi ta telewizja - filmów nie oglądam bo dziadostwo, wiadomości nie oglądam bo w necie szybciej, a mecze oglądam w barze bo z kolegami raźniej. Nie wiem."


11-14 kilometr:

Zbliżam się do granic lasu wokół którego leży kupę śmieci
 
"Typowo polskie chamstwo.Powinno się paru takim skurwysynom ręce poupierdalać, albo kazać te wszystkie śmieci zeżreć! Niby jest ustawa, że każde gospodarstwo musi płacić za wywóz odpadków, to dlaczego ktoś przyjeżdża pod las i wypieprza to wszystko tutaj? W którymś filmie ludzkość przedstawiona była jako choroba, która toczy tą planetę. To było chyba w filmie Dzień w którym zatrzymała się ziemia. Pewny nie jestem, tak czy inaczej tekst na maxa trafny.
Oj, zmęczenie się pojawia, a do domu jeszcze ze 3 kilosy... i na dodatek w większości pod górkę. Damy radę. Czytałem kiedyś blog jakiegoś gościa chyba z Kielc, który też mieszkał na lekkim wzniesieniu. Te końcówki treningów pod górkę bardzo mu później pomogły przełamać się w końcówce na zawodach. 
Hmm, muszę kiedyś napisać u siebie na blogu coś na temat profilu terenu w mojej okolicy. Przecież w zależności od rodzaju treningu mam przygotowane trasy o różnym pofałdowaniu."


15-17 kilometr: 

"Dy dyyyyy dy, dy dy dy dy dy dyyyyy;
dy dy dy dyyy dy dyyy dy dyyyy dy...
Cholera, dlaczego zawsze jak jestem zmęczony nucę jakiś głupi kawałek. Wryje się jakaś odmóżdżająca psychodeliczna melodyjka do głowy i nie ma zmiłuj...
Panie i panowie, dzisiejszy trening sponsoruje Laleczka z saskiej porcelany! Jazdaaaa!!!
Dy dyyyyy dy, dy dy dy dy dy dyyyyy;
dy dy dy dyyy dy dyyy dy dyyyy dy..."


18 kilometr:

"Lubię biegać, ale jeszcze bardziej lubię moment w którym zza horyzontu wyłania się mój blok.
Za chwilę wrócę do domu, uzupełnię płyny, wezmę prysznic i...  posłucham marudzenia żony, że błota naniosłem na butach. Oczywiście poudaję, że się tym przejąłem. Hehe jestem zajebisty, coraz lepiej mi to wychodzi."


Tuż przed blokiem.

"No i koniec! Uff, ciężko dziś było. Spociłem się jak świnia. Muszę przejrzeć statystyki, chyba za cienko poleciałem między 13-16 km."

- Kochanie, wróciłem!

3 komentarze:

  1. Witam. Dziękuję, uśmiałam się jak " norka". Momentami jak bym siebie widziała - słyszała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten post to po prostu kwintesencja biegacza ;)
    Sprawdź czy jesteś tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=3lAwdGMdQ4c

    OdpowiedzUsuń