piątek, 1 listopada 2013

O tym jak muzyka wpływa na kadencję słów kilka.

Bieganie ze słuchawkami.

W nie tak bardzo odległych czasach, kiedy moje treningi wydłużyły się do ponad godziny postanowiłem sobie jakoś te bieganie urozmaicić. Jak? Oczywiście słuchając muzyki.
W zależności od nastroju, sytuacji mam przygotowanych kilka playlist (co jakiś czas uzupełnianych o kolejne kawałki). Skoro muza umila mi życie każdego niemal dnia, to dlaczego nie zaprzęgnąć jej do treningów?

Pewnego wiosennego dnia założyłem słuchaweczki i ruszyłem w trasę. Bardzo szybko odkryłem, że tempo aktualnie odtwarzanego utworu wpływa na tempo biegania. A właściwie nie bezpośrednio na tempo, a na kadencję (czyli ilość kroków na minutę). Tak to jakoś jest, że nogi starają się dopasować do rytmu muzyki. I jakkolwiek człowiek zdaje sobie z tego sprawę nie potrafi nad tym faktem zapanować.
Tak oto w słuchawkach płynie przebój Scootera pt. "Fire" o prędkości ok 160 bpm (uderzeń na minutę), nogi ledwo nadążają, śmiga się aż miło i... po chwili słyszę ścieżkę dźwiękową z filmu "Ostatni Mohikanin" w aranżacji Trans Project - ok 120 bpm.
Kadencja, a wraz z nią tempo spada - nic nie poradzisz.

Jakiej muzyki słuchać podczas biegania.

Po tej przygodzie na długo zarzuciłem idee słuchania muzyki podczas treningu. Aż do zeszłego miesiąca.
Gdzieś w necie natknąłem się na ciekawy artykuł na temat wspomnianej wcześniej kadencji. Wszelkie ślady na ziemi i niebie, a wraz z nimi badania największych umysłów tego świata wskazują iż: z fizjologicznego punktu widzenia najlepsza dla biegacza kadencja to 180 kroków na minutę.
Nigdy specjalnie jakoś nad swoją kadencją się nie zastanawiałem. Raz z ciekawości podczas jednego z szybszych treningów policzyłem i okazało się, że robię około 150 kroków na minutę. Czyli za mało.
Postanowiłem więc z ciekawości pobiec z kadencją 180. Tylko jak to zrobić? Przecież nie będę przez godzinę liczył kroków i wpatrywał się w stoper.
Okazało się, że na youtube jest mnóstwo muzyki nagranej lub przetworzonej do tempa 180 bpm. Większość z tych kawałków generalnie nie nadaje się do słuchania, ale jeden półgodzinny mix przypadł mi do gustu. Jest to kompilacja kilku utworów Lindsey Stirling przyspieszona do 180 bpm.

Ową kompilację przetestowałem w treningu na 10 km. Bardzo szybko okazało się, że słuchając tak szybkiej muzyki po prostu nie da się biec wolno - człowiek biegnie jak pojebany. Moje tempo biegu wyniosło 5:33 min/km, a w sumie nie czułem się jakoś specjalnie zmęczony. Czas 55:40 na 10 km może nie zachwyca, ale jestem po 3-tygodniowej przerwie w bieganiu i w trakcie problemów z nogą. Coś z tą fizjologiczną kadencją musi być na rzeczy. Najwyraźniej przebiegnięcie minuty 180 krokami jest bardziej ekonomiczne, a niżeli 150 krokami, które przy założeniu, że biegniemy z tą samą prędkością muszą być o 20% dłuższe. Warto zapamiętać na przyszłość. A tymczasem lecę spać. Jutro podczas treningu będę obchodził swój 800-tny kilometr :D

4 komentarze:

  1. 180 bpm? Nie dam rady :) Biegam średnio 160-170 kroków na minutę. Tylko u mnie wygląda to nieco inaczej... zamiast wydłuzać krok i przyspieszać drobię jak gejsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no i właśnie dzięki zwiększeniu ilości kroków nie musisz ich wydłużać. Ja biegając 150-160 wkładałem więcej energii w utrzymanie prędkości ponieważ krok musiał być odpowiednio długi. Kadencja jest ciekawym aspektem biegania. Na pewno jeszcze będę się jej przyglądał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak tylko to komicznie wygląda - bo u mnie zmniejsza się długość kroku, a zwieksza prędkość przebierania nogami ;) A powinno być: taka sama długość kroku i większa prędkość przebierania nogami. Stąd biegnąc wyglądam jak gejsza która drobi kroczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w sumie chyba nie ma jakiegoś uniwersalnego wzoru który wyliczy optymalną długość kroku i ich ilość na minutę dla danej prędkości. Pozostaje metoda prób i błędów.

      @fascik, żeby biegać jak gejsza powinieneś mieć jeszcze trzymać splecione dłonie na wysokości brzucha :D

      Usuń