wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie biegowego roku

Rok 2013 w kontekście biegania rozpoczął się na początku maja - miesiąc po ściągnięciu gipsu ze złamanej nogi. Początkowe truchty po 2-3 kilometry co drugi dzień w ciągu miesiąca zmieniły się w 10-kilometrowe biegi. Sam nie wiem kiedy bieganie stało się czymś więcej niż sposobem na rozruszanie nogi i zrzucenie nadprogramowych kilogramów. Kilka ważnych momentów w premierowym sezonie jednak się znalazło.

W czerwcu wziąłem udział w swoich pierwszych zawodach na 10 kilometrów. Lubartowski bieg "Pokój i dobro" w upalne popołudnie zakończyłem z wynikiem 1:06:51. Teraz pisząc te słowa uśmiecham się do siebie jednak w tamtym okresie był to mój rekord. Ponadto przebiegnięcie zawodów dostarczyło mi mnóstwo pozytywnych emocji.
Bieg "Pokój i dobro". Lubartów 22.06.2013

Kolejne 10-kilometrowe zawody będące jednocześnie elementem cyklu przygotowawczego do Półmaratonu w Krasnymstawie zrobiłem w Rykach. "Run for Ryki" w deszczowe przedpołudnie zakończyłem z niezłym czasem 55:44. Poznałem tam niesamowitą ekipę pasjonatów biegania - grupę Biegusiem.
Bieg "Run for Ryki".

Biegałem dalej. W lecie podczas największych upałów bieganie przeniosłem na wczesne godziny poranne. Wstawałem około 4 nad ranem, aby jeszcze przed pracą zrealizować treningi. Bezkompromisowe podejście do wytyczonego planu dało mi czas w II Półmaratonie Chmielakowym wynoszący 1:58:04. Eksplozja formy zakończona świetnym finiszem, którego nawet nie pamiętam.

Wkrótce po półmaratonie podjąłem decyzję o starcie w Maratonie Warszawskim. Zagęściłem treningi. Raz w tygodniu prowadziłem wybiegania do nawet 30 kilometrów.
II Półmaraton Chmielakowy

Te zawody przegrałem jednak jeszcze przed startem. Na trzy dni przed Maratonem Warszawskim po powrocie z wczasów w Turcji złapałem grypę. W efekcie nie wystartowałem, co było moją największą biegową porażką roku 2013.

Po powrocie do zdrowia trenowałem dalej i trenuję aż do chwili obecnej. Najbliższy cel: II Maraton Lubelski.

Rok 2013 w statystykach:

Łączny przebieg - 976 km
Najpracowitszy miesiąc - sierpień (168 km)
Najpracowitszy tydzień - 5-11. sierpień (59,45 km)
Najdłuższe wybieganie - 15. wrzesień (30,07 km)
Liczba treningów biegowych - 95
Łączna liczba spalonych kalorii - 96608 kcal
Łączny czas biegu - 4 dni 9 godzin 02 minuty

5 komentarzy:

  1. Hm, a biegałeś zanim złamałeś nogę, czy Twoja przygoda z bieganiem zaczęła się dopiero w maju tego roku? Bo jeśli tak, to uważam, że ta grypa tuż przed startem w Maratonie Warszawskim była błogosławieństwem, a już na pewno nie "najgorszą porażką". Debiut na takim dystansie jest wskazany (o ile w ogóle) dopiero po około 2 latach biegania (tzn. przeczłapać można go dużo wcześniej). Wiadomo, że pokonanie maratonu to ogromna satysfakcja itd, ale czy nie lepiej zadebiutować będąc solidnie przygotowanym, łamiąc chociaż to 4h? :P Sama biegam od maja/czerwca 2012 roku i jeszcze nie porwałam się na maraton - obecnie przygotowuję się do Orlen Warsaw Marathon (13.04), ale i tak uważam, że bardziej wskazane by było wpierw skupić się na krótkich dystansach i biegać szybciej. ;) Ale oczywiście trzymam kciuki za solidne przygotowania do Maratonu Lubelskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Regularnie biegam od maja. We wcześniejszych latach tylko sporadycznie truchtałem. Z tym maratonem masz racje, tylko że ja jestem cholernie uparty i niecierpliwy :)
      W przyszłym roku będę próbował złamać 4:30. Pewnie jeszcze nie na wiosnę, ale może we wrześniu w Warszawie.

      Usuń
    2. 04:30:00 w maratonie spokojnie dasz radę, należy pamiętać, aby mimo poczucia, że mogę biec szybciej nawet na 10km lub 20km to nie dać się ponieść emocjom. Przyznam, że faktycznie od 30km zaczyna się bieg. Ale tutaj na masowych imprezach dochodzi jeszcze czynnik tego, że nawet biegnąc około 30-35km zobaczysz bardzo dużo osób idących. Ja miałem z tym problem ponieważ wtedy zaczynasz myśleć, że też nie dasz rady. Z drugiej strony pokonanie królewskiego dystansu daje super motywację i radość z tego, że się pokonało. Dla mnie wynik jest zawsze na drugiej pozycji.

      Usuń
  2. Gratuluję i trzymam kciuki. Z opowieści o maratonie lubelskim nie jestem na to jeszcze przygotowany - jest ciężki (górki, podbiegi). Z drugiej strony mam chrapkę na pobiegnięcie coś w górach, dla sprawdzenia jak to jest. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób demonizuje Maraton Lubelski, ale z tego co zauważyłem były tam tak na prawdę 3 może 4 ciężkie podbiegi. Choć oczywiście podbieg na pełnej świeżości z podbiegiem zrobionym po 20-30 km ma niewiele wspólnego. Przekonałem się o tym w Krasnymstawie. Startuj, co Ci zależy. Na zachętę powiem Ci, że starałem się ułożyć dość płaską traskę - wyszły mi tylko dwa mega podbiegi i jakieś 4-5 mniejsze. Jest tylko jedno ale- moja trasa musi wygrać konkurs ;)

      Usuń