poniedziałek, 6 stycznia 2014

Silny wiatr podczas biegania

Bieganie z wiatrem i pod wiatr

Weekend to dla każdego biegacza. Zazwyczaj mamy wówczas trochę więcej czasu dla siebie i to właśnie wtedy realizujemy wybiegnie, które z definicji ma być długim, spokojnym biegiem.
Podobnie bywa u mnie.
Bywa, ale nie tym razem.
Sobotni poranek przywitał Lublin dużymi opadami deszczu i silnym wiatrem wiejącym z południowego zachodu. Ze względu na napięty grafik zaplanowałem trening wczesnym rankiem. Niestety warunki pogodowe sprawiły, że bieganie rozpocząłem dopiero w południe. Po deszczu pozostały jedynie kałuże, lecz niebo nadal było pokryte gęstymi chmurami i choć było dość ciepło (ok. 6°C) wiatr skutecznie obniżał odczuwalną temperaturę.

Trasa biegania - Lublin
Czekało mnie tego dnia 90 minut spokojnego biegania w tzw. pierwszym zakresie tlenowym. Po wykonaniu kilku kilometrów na obrzeżach miasta skierowałem się ku trasie Lublin-Warszawa. Biegłem w kierunku Wawy jeszcze jakieś 2 km. Ogólnie trenowało mi się bardzo dobrze. Pomimo tempa w okolicy 6:03 min/km nie czułem żadnego zmęczenia. Po minięciu ósmego kilometra, kiedy to byłem już prawie w Jastkowie postanowiłem zrobić nawrót i pobiec z powrotem do Lublina.
No i się zaczęło.

Bardzo szybko zrozumiałem, dlaczego tak dobrze mi się biegło. Wiatr, który do tego momentu pchał mnie do przodu, teraz hamował mnie z każdym krokiem. Grubo ponad 7 km do domu, w tym kilka podbiegów i całość pod silny wiatr. Wiedziałem już, że od tego momentu spokojne bieganie tlenowe idzie się chrzanić. Niby mogłem spokojnie pozostałą część dystansu przetruchtać co zajęło by mi prawie godzinę i doprowadziło do szewskiej pasji. Ale nie ja. Ja postanowiłem walczyć. W efekcie ostatnich kilka kilometrów wykonałem dość intensywnie - tętno praktycznie nie spadało mi poniżej 160 bpm. Ostatecznie wyczerpujący odcinek pod wiatr nie tylko nie zaniżył mojego średniego tempa, ale nawet poprawił je z 6:03 min/km na 5:55 min/km.
Wykres tempa podczas biegania

Pokonałem wiatr. Nie wiem na ile taki bieg był wartościowy w sensie treningowym, ale dał mi sporo satysfakcji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz