sobota, 9 sierpnia 2014

Pieprzyć celtic, chrzanić putina, je..ć uefa.

Jestem kibicem piłkarskim od kiedy potrafię odróżnić ping-ponga od siatkówki. Wychowywałem się na występach Legii i Widzewa w Lidze Mistrzów. Kto pamięta piękne zwycięstwa polskich zespołów nad mistrzem Norwegii, Anglii, czy Rumunii? Kto pamięta wspaniałe strzały Leszka Pisza z rzutów wolnych, albo gole Dembińskiego, które dały Widzewowi remis z Borussią - późniejszym triumfatorem rozgrywek?
Na pewno nie pamięta tego całe pokolenie dzisiejszych 18-20 latków. Kiedy ostatnia polska drużyna grała w Lidze Mistrzów ich nie było jeszcze na świecie, lub walili klocki w pieluchy tetrowe.

Tym bardziej trafia mnie szlag! Legia ma najmocniejszą kadrę od wielu lat, gra jak z nut i pokonuje w eliminacjach niezwykle utytułowaną drużynę celtic glasgow (to nie jest przypadek, że napisałem małą literą - gardzę nimi). Po raz pierwszy od bardzo dawna Liga Mistrzów w Polsce staje się realna. Dwa dni później europejska federacja piłkarska - uefa (nimi też gardzę) wyklucza Legię z rozgrywek ponieważ ostatnie 4 minuty meczu zagrał nieuprawniony zawodnik.
Mistrz Polski wygrał rywalizację z celtic 6-1, a mimo to odpada z dalszej rywalizacji. Może jest to zgodne z jakimiś przepisami, ale na pewno nie logiczne. Podobno w szkockiej prasie wszyscy pieją z radości, że jednak grają dalej. Jaką obrzydliwą szkocką kupą gówna bez honoru trzeba być, żeby cieszyć się z awansu załatwionego przy stole mimo sromotnej porażki. W imię protestu postanowiłem w tym roku:
1. nie oglądać Ligi Mistrzów - będzie bardzo trudno, ale może się uda.
2. zmieniłem dzwonek w telefonie z hymnu Ligi Mistrzów na jakieś disco-gówno
3. nie wypiję nawet łyka piwa Heineken - lubię je, ale jest oficjalnym partnerem uefa
4. z tego samego powodu nie kupię ani jednego samochodu Nissan ;)

Skoro jesteśmy już w temacie bojkotów, to oczywiście zacząłem jeść polskie jabłka. Na złość putinowi (z małej litery - wiadomo dlaczego)! Mój układ pokarmowy także jest patriotą - na dodatek lokalnym!
Wczoraj z mojego piekarnika wyszła pierwsza porcja profesjonalnych cebularzy lubelskich - produktu, będącego od niedawna pod ochroną Unii Europejskiej. Gdyby ktoś miał ochotę, przepis wypatrzyłem na tej stronie: http://aromatczasu.blogspot.com/2013/04/cebularz-lubelski.html


Różnica polegała jedynie na tym, że farsz przygotowałem dużo wcześniej, aby przeszedł aromatem masła, a posoliłem go tuz przed rozłożeniem na plackach. Wydaję mi się, że dzięki temu smak jest bardziej wyrazisty.
W kwestii biegania nic ciekawego się nie dzieję - chyba rozpocznę na blogu kącik kulinarny.

A właśnie! Przypomniałem sobie, że miał być to blog o bieganiu. No więc w ostatnim tygodniu parokrotnie przetruchtałem po kilka kilometrów. Niewielkie tempo (6:40 - 7:00) + krótki dystans (6-8 km) sprawiły, że nie miałem problemów z kolanem. Przy odpowiednim nastawieniu takie "bieganie" potrafi być nawet przyjemne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz